|
Nieopodal drogi z Kielc do Łodzi zamieszkały Syberiany
Atakama, Azteca, Amazonka to nazwy kojarzące się z obiektami geograficznymi. Ale także imiona niektórych szczeniaków, które kilka tygodni temu przyszły na świat w hodowli państwa Ewy i Piotra Czarkowskich.
Historia hodowli tych psów sięga 15 lat wstecz. Wtedy to na jednym z warszawskich osiedli pojawia się ich trójka. I od razu wzbudza niemałą sensację. Ale tak naprawdę miłość do zwierząt, szczególnie pani Ewy, zaczęła się wiele lat wcześniej za sprawą ojca. On właśnie, jako pierwszy w Polsce, miał egzemplarz rottweilera (przywiezionego w bagażniku z dawnej NRD), a potem hodowlę sznaucerów.
- Sznaucery były pierwszymi psami, które mnie zainteresowały. Będąc wiele lat później za granicą, zobaczyłam Syberiany i już wtedy wiedziałam, że to będą te psy. Po prostu się w nich zakochałam - mówi.
To psy szczególne, charakterystyczne dla bezkresnych, śnieżnych i lodowych pustyń dalekiej północy lub południa kuli ziemskiej. Psy prymitywne, dzikawe, niesforne, które wykorzystywane są do ciągnięcia sań; psy stworzone i pracujące dla człowieka, lubiące ruch.
- Dlatego dzień w dzień z nimi nad Wisłę biegałem. Ale miasto, szczególnie duże, nie jest dobrym miejscem dla tych psów - wyjaśnia pan Piotr.
Dlatego na krótko postanowili serce Warszawy opuścić, przenosząc się na jej obrzeża. Potem wieloletnie pobyty za granicą, m.in. w krajach Beneluxu, Meksyku.
- I wreszcie znaleźliśmy się w Smykowie, na ziemi dziadków męża. Tu postawiliśmy dom i tu hodujemy psy, dla których zbudowaliśmy specjalny wybieg. Poza tym bliskość lasu pozwala na swobodne wybieganie się z nimi - kontynuuje pani Ewa.
Będąc jeszcze w Warszawie znaleźli się w grupie osób organizujących pierwsze w Polsce wyścigi psich zaprzęgów. Ba, byli pierwszymi sędziami w tej nietypowej dla nas dyscyplinie sportu. Pan Piotr także przez wiele lat startował w tego typu zawodach, ale ostatnio je sobie "odpuścił". Zamierza jednak do nich powrócić.
- Póki co chcemy oddać się bez reszty hodowli, choć nie dla zysku. Poza tym zamierzamy stworzyć gospodarstwo agroturystyczne, w którym, oprócz Syberianów, będą inne zwierzęta. Mamy np. już dwa hucuły - wyjaśnia gospodyni.
Hucuły, jak hucuły, szczebiocące w pokoju papużki to nic w porównaniu ze szczeniakami psów. Dokazują w specjalnym kojcu aż miło. A nad nimi, na ścianie, kilkadziesiąt pucharów i medali.
- To trofea z zawodów psich zaprzęgów, a medale z wystaw psów - dodają.
Bo psy państwa Czarkowskich nie dość, że towarzystwo międzynarodowe (bo pochodzące np. z Meksyku, Belgii), to w dodatku czempiony wielu wystaw krajowych i międzynarodowych. Ostatnio np. w czeskim Olomoucu.
To powód do dumy, ale okupiony ciężką, pełną wyrzeczeń pracą. No i kosztami: weterynarz, leki, odpowiednia karma itp. Ale miłości do psów, szczególnie przez te ostatnie odwzajemnioną, na żadne pieniądze nie da się przeliczyć. A Syberia Husky to psy szczególne, ostatnio z ogromnymi sukcesami wykorzystywane do tzw. dogoterapii dzieci autystycznych.
Bardzo szybko minęło kilka godzin mojej gościny w Smykowie. Maluchy w kojcu, rozrabiające przez cały czas, pospały ze zmęczenia. Przytulone do siebie leżą miarowo oddychając. Kilka fotek i…żal opuszczać to miejsce. Obiecałem, że za jakiś czas pojawię się znowu. A co nowego zobaczę ze szczegółami w kolejnym artykule opiszę.
Artykuł pochodzi z "NOWEGO TYGODNIKA"
Zbigniew
Piotr Kotarba
|
|