<< strona główna

archiwum >> 

  
 

 Radoszyce kowalstwem stały

28.12.2008r.

Radoszyce słynęły niegdyś z wielu "specjalizacji". Znane były z piekarzy czy masarzy. Warto też swoją wiedzę poszerzyć o informację, że i kowalstwo było miejscowym "towarem" eksportowym.

 

Podróże kształcą, zarówno te dalsze, jak i bliższe. Wiedzą o tym wszyscy ci, którzy przemierzają setki kilometrów służbowo bądź prywatnie. Ci ostatni w poszukiwaniu turystycznych ciekawostek, spragnieni wypoczynku itp. Inni, którzy w to nie wierzą, niech się na własnej skórze przekonają. Bo warto!
Po tym niecodziennym wstępie przechodzę do meritum sprawy, bo jest ono niezwykle wdzięczne. A chodzi konkretnie o kowalstwo, z którego od dawien, dawna słynęły Radoszyce. Aby się o tym przekonać, musiałem wybrać się do (stąd też wstęp o tych podróżach) Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni, w którym natrafiłem na tę niezwykłą informację. Niniejszym tekstem chciałbym Czytelników do odwiedzenia tej placówki także namówić.
Okazuje się, że w naszym regionie początki kowalstwa sięgają XVI wieku. Wtedy to w Kielcach zatwierdzono statut cechu kowali. Ale tak naprawdę jego "złote lata" przypadły na XIX wiek za sprawą upowszechnienia metalu w gospodarstwach wiejskich.
Cech kowali obejmował tzw. kowali folwarcznych (pracowali przede wszystkim na potrzeby dworów) i gromadzkich (zajmowali się szeroko pojętymi usługami na rzecz gospodarstw chłopskich). To oni podkuwali konie, wyrabiali pługi, brony, gwoździe, zamki, zawiasy i inne elementy galanterii metalowej.
To właśnie Radoszyce były największym ośrodkiem kowalstwa, gdzie w XIX wieku, jak wierzyć piśmiennictwu z tego okresu, było ich 15.
Ze względów praktycznych kuźnie sytuowano przy skrzyżowaniach dróg, a z uwagi na niebezpieczeństwo pożaru, w dużej odległości od innych zabudowań. Do II wojny światowej w niemal całym regionie funkcjonowały tzw. kuźnie kurne. Jedną z nich, przeniesioną właśnie z Radoski, możemy zwiedzić w parku etnograficznym w Tokarni.
Niezbędnym wyposażeniem każdej kuźni było kamienne palenisko z miechem do podsycania ognia, kowadło, imadło, kleszcze, młoty, sztance i wiele innych "piekielnych" maszyn, urządzeń i narzędzi. Nie bez kozery piszę "piekielnych", bo w kuźni na pewno zimno nie było. Świadczy o tym m.in. przyodziewek kowali: bardzo często był to ciężki, gruby, skórzany fartuch, narzucony na gołe ciało.
Materiałem opałowym był przede wszystkim węgiel drzewny, stąd też kuźniom towarzyszyły mielerze, w których tzw. "kurzacze" wyrabiali ten surowiec.
Opisywana przeze mnie kuźnia pochodzi z przełomu XIX i XX wieku.
Na co dzień kuźnia jest martwa. Ale w sezonie letnim, w weekendy, "ożywa" za sprawą kowala, który na użytek zwiedzających z metalu "wyczarowuje" podkowy, hufnale i inne drobne przedmioty. Te pierwsze - na szczęście, bo podkowa z nim nieodłącznie się kojarzy, o czym przekonuje niżej podpisany.

Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej Muzeum Wsi Kieleckiej

      Zbigniew Piotr Kotarba

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone 2002