<< strona główna

archiwum >> 

  
 

 Z wizytą u biskupa Bodzanty

05.04.2009r.


Biskup krakowski, człowiek surowego obyczaju ale nade wszystko założyciel leżącego u stóp Miejskiej Góry Bodzentyna. To pochodzący z rodu Porajów Różyców - Bodzanta.
Na miejscu jego dawnego drewnianego zamku wybudowano w II połowie XIV wieku z kamienia murowany zamek biskupów krakowskich.

 

Już z daleka jadąc gościńcem od strony schowanej w sercu Gór Świętokrzyskich Świętej Katarzyny, pomiędzy drzewami rysuje się bryła zamku w Bodzentynie. Dziś jest trwałą ruiną straszącą wszystkich odwiedzających czeluściami otworów okiennych, fragmentów zachowanych ścian czy fundamentów. Nic co widać, w żaden sposób nie przypomina świetności tego obiektu, który powstał w II połowie XIV wieku na ruinach dawnego drewnianego dworu biskupa krakowskiego Bodzanty.
Sam Bodzanta to barwna i ciekawa postać, godna wspomnienia. Urodzony ok. 1290 roku karierę kościelną rozpoczął jako archidiakon kruszwicki. Był też kanonikiem gnieźnieńskim i włocławskim, a biskupem krakowskim został w 1348 roku za sprawą papieża Klemensa VI. Okoliczności jego wyświęcenia były nader ciekawe i miały związek z podróżą do papieskiego Awinionu. Bodzanta będąc podówczas dziekanem krakowskim, towarzyszył w podróży biskupowi Szyrzykowi. Gdy ten zmarł nagle, wspomniany Klemens VI nie czekając na wybór kapituły krakowskiej, oddał biskupstwo Bodzancie.
Jako biskup krakowski, Bodzanta zapisał się w historii jako ten, który z Polski wypędził przybyła z Węgier sektę biczowników. Jego osoba wiąże się również z legendą o powstaniu kościoła pw. "Bożego Ciała" na krakowskim Kazimierzu. Według kronikarza Jana Długosza, grupa ludzi z Krakowa, podjudzonych przez diabła, w oktawie święta Bożego Ciała z kościoła pod wezwaniem "Wszystkich Świętych" skradła miedzianą, pozłacaną monstrancję. Gdy odkryli, że nie jest ze złota, cisnęli ze złością w bagna zwane Mutem. Na ich terenie Kazimierz Wielki (ten co zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną) ufundował później miasto nazwane od jego imienia Kazimierzem. Od owej kradzieży nad bagnem pojawiały się tajemnicze światła niebieskie, a ludność doszedłszy do słusznego wniosku, że o Boże sprawy tu idzie, zawiadomili biskupa Bodzantę. Ten wespół z królem Kazimierzem Wielkim zarządził procesję w błotniste miejsce, gdzie okazało się, że owym światłem oświetlona jest skradziona monstrancja. W miejscu jej odnalezienia władca ufundował kościół "Bożego Ciała".
Nie zawsze kontakty biskupa i króla układały się poprawnie. Dowodem na tę tezę może być interwencja Bodzanty u Kazimierza Wielkiego, gdy ten po zwycięskiej wyprawie na Ruś popadł w pychę, oddalił żonę, a utrzymując wiele nałożnic łamał surowe ówczesne obyczaje. Biskup wysłał tedy do władcy wikarego Marcina Baryczkę, by ten nałożył na króla karę kościelną. Kazimierz się tym nie przejął, a wręcz odwrotnie. Za namową bliskich sobie i zarazem oddanych rycerzy w dzień św. Łucji 1349 roku kazał wikarego pojmać i w Wiśle utopić.
Wracając zaś do Bodzanty należy wspomnieć, że na wiele lat przed śmiercią wycofał się z życia publicznego, dzieląc egzystencję między zamkiem w Bodzentynie a Kielcami. Tam też 12 grudnia 1366 roku, przeżywszy ok. 76 lat, dokonał ziemskiego żywota.
Co do budowli, czyli majestatycznie ulokowanej na niewielkim wzgórzu, nad leniwie wijąca się Psarką zamczyska, pozostało niewiele. Ot, pewne fragmenty murów obronnych, ścian ze straszącymi pustkami otworami okiennymi (z zachowanymi herbami Ślepowron i Nałęcz) czy portalem z czerwonego piaskowca. 
Jednak przywołując jego historię należy wspomnieć, że przez lata przechodził z rąk do rąk (od biskupa Floriana z Mokrska do biskupa Sołtyka). Pełnił również wiele funkcji. Był m.in. miejscem odpoczynku królów, bowiem tu noc z 19 na 20 czerwca 1410 roku spędził Władysław Jagiełło spieszący pod Grunwald z pielgrzymki do klasztoru na pobliskim Świętym Krzyżu. Był wiezieniem dla wielu arian i heretyków. 
W XVIII wieku mieścił się w zamku spichlerz i szpital wojskowy, a później przejęty we władanie przez państwo tracił na swoim znaczeniu i systematycznie popadał w ruinę. Na początku XX wieku został uznany za zabytek i został otoczony ochroną. Jednak nieskutecznie, czego namacalnym dowodem jest jego stan obecny.

 

      Zbigniew Piotr Kotarba

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone 2002